hhh

Loading...

sobota, 29 grudnia 2012

stories about my teddy bears

Cześć,

takiego postu się pewnie nie spodziewacie, ale dziś opowiem Wam o...

moich pluszowych przyjaciołach ;)

Opowieść o nich powstała zupełnie przypadkowo, raz opowiadałam mojemu Mężowi losy kolejnych pluszaków i tak jakoś uznałam, że chcę się również z Wami podzielić
'stories about my teddy bears'...

Od zawsze kochałam Misie. Uwielbiam ich pyszczki, ich oczka, miękkość i to, że zawsze można się do nich przytulić i wypłakać. Nigdy nie posiadałam zwierzęcia, więc miśki stanowiły dla mnie taki zamiennik psa, kota czy nawet chomika. Owszem mam siostrę, ale czasem po prostu fajnie przytulić się do głupiego, niemego pluszu...

Niestety do galerii zdjęć nie załapie się mój pierwszy miś, z którym spałam przez wiele lat. Misiowi zmarło się śmiercią misiową parę lat temu, ale długo się trzymał Staruszek. Otrzymałam go, bodajże w czwartej klasie szkoły podstawowej od szkolnej przyjaciółki z ławki. Miał czerwone pluszowe spodenki na szelkach i muchę (granatową). I miał na imię Szczęściarz :) Misio ten był nawet na wycieczce szkolnej w Berlinie oraz był mi towarzyszem na moich pierwszych wakacjach poza domem. To własnie jemu opowiadałam o swojej pierwszej szkolnej miłostce, to on towarzyszył mi gdy zakochałam się ciut mocniej (już w koledze z gimnazjum). I to jego często traktowałam jak ucznia, gdy bawiłam się 'w szkołę'. Szczęściarz towarzyszył mi do pierwszej klasy technikum...
I tak mi go brakowało, że na swoje urodziny poprosiłam od kolegi o Misia...


Miał być duży. Jednak nie spodziewałam się, że następca Szczęściarza, zajmie sporą część mojego, wówczas, jednoosobowego łóżka. Kolejny misiek nie otrzymał już imienia, choć nie ukrywam, że wspaniale było mi się tulić do niego :) Potem otrzymałam parę pluszaków od swojego ex, jednak z czasem wszystkich się pozbyłam. Został mi tyko jeden, w sumie to, bubel z avonu. Misiek posiada w brzuszku pestki, które po nagrzaniu (np. przez trzymanie miśka na kaloryferze) powodują, że misiek się nagrzewa a my mamy termofon. Niestety ten miś nie grzeje ani trochę, ale na półce prezentuje się sympatycznie.


Kolejny misiek, który dołączył do misiowej rodziny, otrzymałam od mojego ówczesnego przyjaciela Wiktora. Przyjaźń nie przetrwała próby czasu i związku Wiktora, ale miś pozostał i stoi. Widocznie nie mam do Wiktora, aż tak wielkiego żalu i miś od niego mi nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie, przypomina o miłych chwilach. Obecnie na jego szyi jest założona czerwona podwiązka z mojej studniówki.

Ostatnio do męskiej misiowej ekipy dołączyła, pani misiowa - pani Zosia :)
Mikołaj otrzymał mój list i spełnił moje malutkie życzenie !!! :)
Zosię kocham bezgranicznie, chyba tak samo jak pokochałam Szczęściarza...
Zosia siedzi na kanapie przed stolikiem z laptopem, więc zawsze towarzyszy mi gdy siedzę i piszę dla Was posta :)


Mam nadzieję, że post się spodobał :)

A jak mają się Wasi pluszowi milusińscy? 

Buziaki ode mnie i misiowej rodzinki ;*

6 komentarzy:

  1. ale słodkie misie :)
    ogólnie rozjasnianie nie jest drogie jezeli sie robi samemu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. jejku jakie fajne misiaczki ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. oj przyda sie przyda..:)

    OdpowiedzUsuń

za wszystkie ciepłe i zimne słowa dziękuję.
zawsze odwiedzam Autorów komentarzy.

wulgaryzmów i obelg nie toleruję.

UWAGA : najczęściej na pytania odpisuję pod postem ;)