hhh

Loading...

piątek, 10 maja 2013

za co płacę, będąc na studiach niestacjonarnych??

płacę za to, by profesorki mogły brać sobie wolne, następnie przez jakiegoś stopniem mniej ważnego kolegę zostać poinformowanym, że mam zrobić to, to i jeszcze to.

płacę za to, by profesorki mogły brać sobie wolne, dowalić nam od groma tekstów do przeczytania i kropka w kropkę napisania co, żem tam wyczytała, a następnie nauczyła się posługiwać pocztą elektroniczną i wysłać jakąś stertę nic nie wnoszącą do mojego poziomu edukacji tekstów w formacie doc lub pdf

płacę za to, by profesorki na pierwszych zajęciach mogły powiedzieć - dobierzcie się w dwu-trzy osobowe grupy, wybierzcie temat, datę i zróbcie prezentację (w cv mogę dopisać kolejną umiejętność - biegłe robienie prezentacji w power point)

płacę za to, by profesorki nie musiały nas informować, że dane zajęcia są odwołane. po bo co? przecież student zaoczny może sobie posiedzieć godzinkę, dwie lub trzy i popatrzeć na jakże wspaniałe sufity i ściany jakże wspaniałego gmachu uniwersytetu.

płacę za to, by dziekanat 'wychodząc na przeciw oczekiwaniom studentów trybu niestacjonarnego' zmienił godziny otwarcia dziekanatu, skracając godziny otwarcia w piątki (zamiast między 15-18, jest od 11-14, zajęcia zaczynają się o 15) i dając więcej pracujących sobót. to nic, że wszystkie soboty pracujące wypadają wówczas, gdy zjazdu nie mam.

i wiecie co? mam już szczerze dość.
qwa mać.

9 komentarzy:

  1. To masz jakieś nieprzyjemne doświadczenia...

    OdpowiedzUsuń
  2. Studia są świetne... też już mam dość :) Trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń
  3. A niby na ogół prowadzący mają lepsze nastawienie na niestacjonarnych studiach, mają więcej czasu dla studentów. Na mojej uczelni dla zaocznych zawsze otwierają szlabany na parkingach, a w zimie lepiej grzeją :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, nawet nie wiesz jak dobrze Cię rozumiem...
    Ja również studiuję zaocznie (II rok f.angielskiej).
    W tym roku akademickim przeniosłam się z jednej na drugą uczelnią i w związku z tym mam do zaliczenia sporo różnic programowych.
    Najzabawniejsze jest to, że dostałam materiały (a raczej zakres, jaki mnie obowiązuje), a kolokwia/zaliczenia/egzaminy powinnam zaliczać, ale ''ewentualnie'' podczas zajęć u konkretnego wykładowcy.

    Niestety obecnie mam zajęcia w sobotę i niedzielę od 8 do 20, więc idąc na zaliczenie przdmiotu tracę własne zajęcia...

    I ten zwrot ''to państwo sobie w domu doczytacie/przerobicie bo na egzaminie oczywiście zagadnienie obowiązuje...''.

    Pozdrawiam!
    Lasubmersion

    OdpowiedzUsuń
  5. Zachciało Ci się studiować :p A i tak pracy nie znajdziesz :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Można by powiedzieć, że pieniądze wyrzucone w błoto.

    OdpowiedzUsuń
  7. No nie fajnie. U mnie na uczelni na szczęście tak nie ma, a zaocznie zrobiłam mgr, podyplomowe jedne i teraz kolejne podyplomowe tak robię.
    Trzymaj się, nie daj się :)

    OdpowiedzUsuń
  8. nie wiem czy to będzie pocieszające, ale dziekanaty mają tak niezależnie od trybu studiów i dzienni też mogą sobie posiadywać w czasie kiedy ktoś "zapomni" stwierdzić, że zajęć nie ma, a potem na dokładkę odrabia się zajęcia we "wszystkim pasującym" terminie... A zresztą, za dużo można byłoby narzekać, więc szkoda życia. Chociaż rozumiem frustrację, bo znam z autopsji;) pozdrawiam (:

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja studiowałam dziennie i także miały miejsce sytuacje trudne do zaakceptowania choć nie pamiętam ich zbyt wielu;)

    OdpowiedzUsuń

za wszystkie ciepłe i zimne słowa dziękuję.
zawsze odwiedzam Autorów komentarzy.

wulgaryzmów i obelg nie toleruję.

UWAGA : najczęściej na pytania odpisuję pod postem ;)