hhh

Loading...

środa, 20 lutego 2013

ometkowane.

Takiego postu, tutaj jeszcze nie było. Ale zainspirował mnie wpis Tej Bloggerki.

`...czy kiedyś jeszcze będę szczęśliwa...jako kobieta?. Ja, jako ja?. Nie matka, nie żona, bez tych etykietek?`

Prawda jest, dla nas kobiet bolesna.

niby feministki domagają się tego aby kobiety i mężczyźni, posiadający takie same doświadczenie, wykształcenie i stanowisko zawodowe, otrzymywali identyczne wynagrodzenie (za to chwała feministkom),

niby feministki walczą o równouprawnienie, no ale żeby mówić o czymś takim, to naturę powinna czekać totalna rewolucja i z dnia na dzień, rodzić dzieci powinni zarówno panowie, jak i panie,

niby feministki chcą aby do wszystkich zawodów zarówno panie jak i panowie mieli równy dostęp (no, ale na Boga, czy wyobrażacie sobie mnie, drobną, szczupłą, 155 cm w kapeluszu kobietę, jak wymieniam koło w tirze, robię na budowie lub w kopalni?).

Nie. Nie jestem feministką. Nie byłam i nie będę.
Bo argument drugi i trzeci sprawia, że ruch ten jest dla mnie jakąś  
nierealną do osiągnięcia wizją, bujdą, ułudą, iluzją. 

Poza tym, jest coś jeszcze.

porządne dziewczynki mają raj po śmierci -  ja chcę mieć raj za życia.
chcę kochać, bo Miłość daje mi szczęście, daje mi radość z życia.
chcę popełniać błędy. swoje. bo wtedy będę wiedziała, jak one smakują.
chcę popełniać błędy. swoje. bo wtedy będę wiedziała czego unikać.
chcę popełniać błędy. swoje. bo nie chcę żyć na czyichś błędach.
życie mam jedno.
i nikt go za mnie przeżyć nie może.
może doradzić, może strzec, ale nie może żyć za mnie.
to ja muszę sama, sobie torować drogę.
to ja muszę przeżyć pierwsze rozczarowania.
to ja muszę poznać smak łez.
to ja muszę poznać smak cierpienia i śmierci.
i to ja muszę wiedzieć co dla mnie dobre, a co złe. 
(PeugeotCikowa, 10.08.2007)

Kochane feministki, możecie walczyć o wiele, ale niestety, kobiety były, są i będą ometkowane.

Już od dnia, gdy taka dziewczynka jest jeszcze w brzuchu mamusi, a przyszli rodzice wiedzą już, że urodzi im się córeczka, wybierają wyprawkę w odcieniach różu. A róż, jednoznacznie kojarzy się z jakąś słodyczą. Przyszły tatuś już mówi o swojej córeczce, moja księżniczka, moja kruszynka... 
Czyli co widzimy? Jak nic, obraz takiej małej, słodkiej, bezbronnej kobiety.
A przyszła mama, najczęściej widzi już te wszystkie słodkie koronki, sukieneczki, buciki, w które będzie ubierać swoją córeczkę.
Dziewczynka na pierwsze i kolejne urodziny dostaje wózek, lalkę, zestaw małej kucharki, zestaw lekarki...
Hm. Czy widzicie tutaj jakieś autka, klocki, zestawy majsterkowicza?

Mijają lata, córeczka zamienia się w ciut większą córkę, która wciąż musi być tą grzeczną córeczką w spódniczkach, niepalącą, niepijącą, słuchającą rodziców, wracającą do domu przed dobranocką, pomagającą w domu, w kuchni, a gdy jest młodsze rodzeństwo - to oczywiście zajęcie się nim.
I broń Boże, córeczka nie zadaje się z chłopakami, bo na to przecież przyjdzie czas, najpierw szkoła, matura, studia. Ogólnie święta dziewica, której kontakty męsko-damskie ograniczyć się powinny na krótkie 'cześć'. Bynajmniej, do odpowiedniego czasu. Odpowiedniego, czyli jakiego?

Nadchodzi ten odpowiedni czas i nagle bum, czemu Ty jeszcze nie masz chłopaka?? Czy z Tobą na pewno wszystko w porządku? Dziewczę takie, żyje pod presją, pod presją szuka chłopaka. Solo czuje się nieszczęśliwa, niepełna, wybrakowana. Odnajduje i chwyta się go jak (przysłowiowy) rzep psiego ogona (bo co ludzie powiedzą, gdy się rozstaniemy?). Teraz wydaje jej się, że w końcu będzie spokój, rodzina zadowolona, z nią jest okay. 

Happy end?
Nie moi mili, to dopiero początek ^^

Skoro ona ma już chłopaka, mija jeden rok trzymania się za rączkę i chodzenia na spacery do parku, mija drugi rok całowania się w usta w salach kinowych, nadchodzi trzeci rok... para staje się sobie coraz bliższa i powoli nudzi ich chodzenie do parku, kina - bo ile można patrzeć na te same drzewa, a i projekcje filmowe ostatnio ich nie ciekawią, postanawiają razem gdzieś wyjechać. I nagle mur - matka blednie, ojciec grozi zamknięciem drzwi na klucz. Ciotka i babcia przebąkują o zaręczynach, bo już czas najwyższy.

Pewnego dnia, ów książę, przychodzi do jej rodziców, dla ojca standardowo wódeczka, dla matki jakiś wiecheć. Klęka przed nią, w lewej ręce jakiś bukiecik, w prawej pierścionek z cyrkonią/brylantem z białego lub żółtego złota bądź jakiś srebrny (to akurat zależy od zasobności portfela młodego, bądź jego rodziców) i pyta, czy zostanie jego żoną. W obu rodzinach radość, znajomi też się cieszą - wszyscy liczą na zaproszenie na całonocną balangę z hektolitrami wódki (bo przecież skromna uroczystość, to nie w stylu Polaka), rodzice młodych biorą kredyty, młodzi biorą kredyty, oszczędzają, bo przecież czas nagli. 

A co? Myśleliście, że teraz będzie spokojniej?
A gdzie tam - teraz każdy i przy każdej okazji pyta ją - kiedy ślub?

Nadchodzi, TEN dzień - ona w białej sukni, z welonem, on w ciemnym garniturze. Dumni rodzice. Cud, miód. Morze łez. Rodzice gratulują sobie, że wychowali córkę na porządną kobietę.

Ślub za nimi, mogą razem jeździć tam gdzie chcą, a po tych podróżach, choć walizki jeszcze nierozpakowane, pojawiają się goście - i standardowe pytanie - kiedy dziecko??
Kolejne święta, kolejne spotkania, jej urodziny - wszyscy życzą, rychłego powiększenia rodziny...

 nie ma pytań, czy to co studiuje JĄ satysfakcjonuje, czy to co ONA robi daje JEJ szczęście... 

kobieta wciąż jest na ometkowanym, po przez bycie 
czyjąś córką, 
czyjąś dziewczyną, 
czyjąś żoną, 
czyjąś matką,
czyjąś babcią...

Też to widzicie?

4 komentarze:

  1. uf, ale się naczytałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja jestem przeciwienstwem feministki
    bardzo chetnie bym siedziala w domu i nianczyla dzieci
    to facet powinien pracowac i zarabiac na rodzine a nie my
    my jestesmy od tego by pachniec i ladnie wygladac :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Generalnie ometkowanie tylko czasami mi przeszkadza... 'dziewczynce/dziewczynie/kobiecie nie wypada' wrrrr :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Mimo wszystko, ja jestem antyfeministyczna i bardzo lubię być kobietą!

    OdpowiedzUsuń

za wszystkie ciepłe i zimne słowa dziękuję.
zawsze odwiedzam Autorów komentarzy.

wulgaryzmów i obelg nie toleruję.

UWAGA : najczęściej na pytania odpisuję pod postem ;)